DZIAŁALNOŚĆ GALERII

Drewniany pawilon o powierzchni 75 metrów kwadratowych, z trzema dużymi oknami w dachu i w bocznej ścianie od wschodniej strony, jako przestrzeń do organizowania koncertów i słuchania muzyki oraz prezentacji dzieł plastycznych, stanął na posesji w Budzie Ruskiej latem 2005 roku. Zaprojektował go Alojzy, by spełnić swoje  marzenie o posiadaniu własnego miejsca do prezentacji twórczości plastycznej, nie tylko własnej, oraz pragnienie możliwości przyjmowania w swoim gospodarstwie  gości ze świata artystycznego ale nie tylko. Tak też się stało i w sierpniu 2005 roku zaprosił  mieszkańców okolicy Suwałk, Sejn i Krasnopola na inaugurację działalności galerii.

„Brama na wciąż otwarta przechodniom ogłasza, że gościnna i wszystkich w gościnę zaprasza”

— tym dwuwierszem z Pana Tadeusza Adama Mickiewicza witaliśmy przybyłych do Budy Ruskiej na wernisaże i koncerty gości. Wśród rzeźb i obrazów rozbrzmiewała muzyka, którą wykonywali zarówno początkujący artyści, uczniowie Państwowej Szkoły Muzycznej I i II stopnia w Suwałkach, jak i znakomici instrumentaliści, z którymi utrzymywaliśmy serdeczne kontakty, zadzierzgnięte w różnych okresach życia. Działalność plastyczną zainaugurowała wystawa zbiorowa artystów mieszkających bądź bywających czasowo, ale systematycznie, na Suwalszczyźnie. Pozostałe wystawy były już wystawami indywidualnymi, dla których „wystrojem” była stała ekspozycja prac rzeźbiarskich a okresowo i malarskich.

WYSTAWY PLASTYCZNE:

2005 — wystawa zbiorowa otwierająca działalność galerii prezentowała malarstwo Mariana i Elżbiety Murawskich, Danuty i Andrzeja i Anny Strumiłłów, Janiny Freudenreich, grafikę Rafała Strumiłły i Marka Freudenreicha, fotografie Ksawerego Freudenreicha oraz prace całej rodziny Baumilerów tj. prace wystawiennicze, architektury wnętrz i kulinarne,

2005 — malarstwo Janiny Freudenreich,

2006 — wystawa tkanin Herminy Ter Meulen — Desowski,

2006 — rysunek Judyty Nawrat — Bil,

2007 — wystawa rzeźby i malarstwa Alojzego Nawrata,

2007 — malarstwo Joanny Moś,

2008 — rzeźba, medale i małe formy Judyty Nawrat — Bil,

2009 — rysunku i grafiki „Ślady mojej pamięci” Stanisława Wieczorka,

2009 — malarstwo (pastele) Grzegorza Morycińskiego,

2010— nowe malarstwo i rzeźby nowych portretów,

2014 — prezentacja portretu Ignacego Paderewskiego.

KONCERTY:

2006 — koncert szkolny najmłodszych,

2007 —„… w stronę epoki” (młodzież szkolna)

2008 — Od Chopina do Piazzoli, (młodzież szkolna)

2009 — Veracini, Paderewski, Bach i Hndel (młodzież szkolna)

2009 — Koncert kameralistów (M. Głuch, J. i A. Roszkowscy),

2010 — koncert kameralny (J. Olejniczak, J. i A. Roszkowscy),

W pewnym sensie spełniło się marzenie Alka o upowszechnieniu wszelkich sztuk wśród artystów (ale nie tylko) wszystkich dziedzin.

Ani z tytułu wykształcenia, ani zawodowo nie jestem związany z suwalskim środowiskiem ludzi związanych z kulturą i sztuką. Amatorskie zainteresowania historią, w tym historią sztuki i sztuką współczesną, pozwoliły mi się jednak do nich zbliżyć. Na początku były częste wizyty w suwalskim ROKISIE przy ul. Noniewicza, przy okazji licznych wystaw i wernisaży. Podczas jednego z nich poznałem Państwa Kasyldę i Alojzego Nawratów. Pamiętam pierwsze z Nim spotkanie podczas Suwalskiego Salonu Sztuki. Wkrótce spotkania w instytucjach kultury doprowadziły do nawiązania prywatnych kontaktów i wzajemnych odwiedzin. Wiedziałem, że Alek jest znanym twórcą, że jego prace znajdują się m.in. w Warszawie. Stąd odczuwalna przeze mnie początkowo lekka trema. Zbliżyła nas chyba najbardziej pasja narciarska. Alek pochodził ze Śląska i w młodości Beskidy były jego drugim domem. Zawsze z rozrzewnieniem wspominał swoje lata spędzone na Śląsku i Warszawę. Jedną z jego licznych pasji było czynnie uprawiane narciarstwo. Razem z przyjaciółmi wyjeżdżali na narty w Alpy. To Alek był pomysłodawcą stworzenia na Suwalszczyźnie ośrodka narciarskiego z prawdziwego zdarzenia. Pomysł ten przekazał dla ówczesnego Prezydenta Miasta Suwałk, nieżyjącego już Józefa Gajewskiego. Nabył nawet w tym celu część terenu na zboczu Krzemieniuchy. Była to jedna z trzech proponowanych lokalizacji tego ośrodka, obok Szelmentu i Rowelskiej Góry. Razem jeździliśmy na nartach na stoku w Dąbrówce koło Suwałk. Był wówczas dla mnie niedościgłym mistrzem.
Znałem już wówczas nieźle Pana Profesora Andrzeja Strumiłłę. Wkrótce obaj stali się moimi przewodnikami po świecie sztuki. Człowiek aby odczuwać pełnię, radość i zadowolenie z życia powinien mieć także zainteresowania pozazawodowe. Powinien także móc i chcieć przekazywać te zainteresowania i wiedzę innym. Takim mentorem był Alek. Zaowocowało to w moim przypadku częstymi wyjazdami do Włoch, szczególnie do Wenecji Florencji i Rzymu. Zaczęła mnie interesować sztuka starożytna, romańska, gotycka i renesansu. Rozbudziły się we mnie pasje kolekcjonerskie. Bardzo się cieszył, ze udało się Kasyldzie i Jemu nabyć posiadłość w Budzie Ruskiej. Z biegiem lat stała się ona ich prawdziwym domem i obok  pobliskiej Maćkowej Rudy Stumiłłów, była ośrodkiem kultury znanym na całą Suwalszczyznę i nie tylko. Byłem świadkiem powstania Jego galerii w Budzie . Z żoną stworzyli tam dla Niego pracownię, galerię i mógł tam Alek hodować swoje ukochane konie. Alek był nie tylko znanym i uznanym twórcą, rzeźbiarzem i malarzem. Razem z żoną byli przede wszystkim animatorami kultury. W galerii w Budzie organizowali spotkania ze znanymi i nie tylko: muzykami, wykonawcami i kompozytorami. Gościli artystów, polityków i przede wszystkim, byli otwarci na mieszkańców tego, tak pięknego, zakątka Polski. Organizowali też u siebie wystawy innych artystów. Kolekcjonował stare instrumenty, które często udostępniał i przekazywał starszym i młodszym wykonawcom. Byłem w miarę aktywnym uczestnikiem jego „suwalskiego okresu”. Śledziłem powstawanie jego nowych prac, z biegiem lat coraz rzadszych. Spotykaliśmy się na koncertach, recitalach, podczas Festiwalu „Aukso”. Mieliśmy wspólnych:, przyjaciół i znajomych. Alkowi zawsze zależało, aby część jego bogatej spuścizny, w tym część jego prac i zbiorów, pozostała na Suwalszczyźnie. Udało mi się nabyć od Niego rzeźbę Beethovena. Ponoć miała trafić do Ambasady RP w Waszyngtonie. Pozostała na Suwalszczyźnie.
Pamiętam jak kilka miesięcy przed śmiercią odwiedził mnie Alek i podarował mi własną pracę – pastelę przedstawiającą wazon kwiatów. Powiedział, że podobnych prac namalował ogółem cztery. Postanowił je podarować swoim najbliższym kolegom (jednej koleżance) osiadłym na Suwalszczyźnie i na stałe z nią związanym. Na pamiątkę. Mówił, że w ten sposób chce się z nami pożegnać. Jeden z nas, a mianowicie Jurek Brzozowski, wkrótce po śmierci Alka, przy pomocy Kasyldy Nawrat, zorganizował w Muzeum Okręgowym wystawę retrospektywną Jego prac. Wówczas to, na ręce Jurka przekazałem dla Muzeum otrzymaną od Alka pastelę. Myślę, że Alek się z tego ucieszył. Zawsze bowiem pragnął, aby jego prace były szeroko dostępne. Rzeźba przedstawiająca Beethovena nie była wówczas wystawiana. Latem 2017 r. w Suwalskim Ośrodku Kultury wystawiono część jego rzeźb, które zgodnie z Jego wolą, powinny pozostać w Suwałkach. Były to m.in. popiersia, wykonane z kamienia i odlewy, zmarłych i żyjących kompozytorów i muzyków, w tym twórcy i organizatora Festiwali „Aukso” Marka Mosia – tak przecież zasłużonego dla naszego regionu. Było wśród nich popiersie lgnącego Paderewskiego, co jest szczególnie ważne w kontekście 100 rocznicy odzyskania niepodległości przez Naszą Ojczyznę. Był też mój „Beethoven”. Jedno ze zdjęć w tym albumie przedstawia te rzeźby w Suwalskim Ośrodku Kultury.
Dzisiaj Alka już nie ma. Mam nadzieję, że władze naszego miasta — Suwałk przyczynią się do pozyskania i pozostawienia w Suwałkach przynajmniej części Jego bogatej artystycznej spuścizny. Nie tylko Alkowi ku pamięci.

                                                                                                           Krzysztof Michalski, Suwałki, 06.10.2018 r  

Państwa Kasyldę i Alojzego Nawratów spotkałam po raz pierwszy kilka lat temu w Zarzeczu, domu rodzinnym ks. Witolda Urbanowicza, dla mnie po prostu Witka. Jego ojciec i mój dziadek byli rodzeństwem. Nasze przywitanie było bardzo serdeczne, jak byśmy znali się od lat. Jak sądzę, była to ich pierwsza wizyta w domu państwa Urbanowiczów. Witek przyjeżdża tam, do miejsca na końcu świata, każdego roku pod koniec maja, tuż przed urodzinami swojej mamy, która w tym roku skończyła 102 lata. Dla mnie natomiast jest to miejsce szczególne, miejsce mojego dzieciństwa. Wracając do pierwszego naszego spotkania z Kasyldą i Alojzym Nawratami, to po zakończonym obiedzie, Witek z p. Nawratem wyszli z domu siadając na schodach, my natomiast zostaliśmy przy stole kontynuując nasze rozmowy. Po jakimś czasie, wybraliśmy się z Witkiem do państwa Nawratów, do wsi, o której nikt z nas wcześniej nie słyszał. Z rozmowy, odniosłam wrażenie, że Witek już tam kiedyś był. Dom znaleźliśmy bez większego problemu. Był głaz, na nim nazwisko właścicieli i namalowana polska flaga. Wejście do domu spowite było bluszczem i cytryńcem japońskim. Po przekroczeniu wysokiego progu domu, zauroczyło mnie przepiękne wnętrze, przeogromny wazon suszonych kwiatów, dekoracja ścian i cały jego wystrój. Państwo Nawratowie przyjęli nas po królewsku. Przy stole rozmawialiśmy o tym przeuroczym i jakże magicznym miejscu i naszych drobnych problemach z dojazdem. Na deser pani Kasylda podała przepyszny sernik, który jest jednym z jej “spécialité de la maison”, choć jak się później okazało nie jedynym. A wszystko to przy włączonym gramofonie na płyty winylowe z muzyką poważną, która od tego czasu była tłem naszych dalszych rozmów przy stole. Wychodząc na zewnątrz wyobraziłam sobie jak piękne muszą tam być wschody i zachody słońca. I cały ten dalszy entourage pól i łąk i ten bliższy gdzie kwitły przeróżne kwiaty i krzewy, rosły wysmukłe brzozy, topole ale także ogromne sosny i świerki. Galeria, prosta w konstrukcji, poprzedzona marmurowym tarasem, którego drewniane filary oplatały pnąca hortensją, rdest i ognisty wiciokrzew. Wnętrze galerii przywitało nas ciepłem, co również było niezwyczajne, ponieważ galerie kojarzą się zazwyczaj z chłodem. Poprzykrywane gustownie rzeźby, chciałoby się powiedzieć, materiałami, które teraz można już tylko kupić w sklepikach u podnóża Wzgórza Montmartre w Paryżu, odsłaniały jedna po drugiej niezwykły kunszt rzeźbiarski pana Nawrata. Ale oprócz rzeźb, wisiały na ścianach również jego obrazy o motywach kwiatowych, równie piękne i niepowtarzalne, nie przypominające stylu żadnego znanego malarza. Były po prostu wyrazem piękna widzianym oczyma artysty. Eksponowane były także medale, odlane w brązie, dopracowane w każdym, najmniejszym szczególe. Wtedy zrozumiałam jak wszechstronnym artystą był p. Alojzy Nawrat. Skromny i raczej oszczędny w słowach, sprawiał wrażenie jakby to wszystko, co stworzył, nie wiązało się z żadnym wysiłkiem. Po obejrzeniu galerii, wyruszyliśmy nad Czarną Hańczę a po drodze, idąc przez pola, dołączył do nas prof. Piotr Decowski – fizyk z żoną. Dało to asumpt do poszerzenia dyskusji, już przy ognisku, szczególnie iż towarzysząca nam moja siostra Teresa jest także fizykiem.Miejsce przeznaczone na ognisko było usytuowane tuż przy rzece. Panowie zajęli się rozpalaniem ogniska, pieczeniem kiełbasek a panie miały czas na rozmowy praktycznie o wszystkim. I tak w bardzo miłej atmosferze spędziliśmy kolejne godziny. Pieska państwa Nawratów, który był również z nami, podkarmiał głównie Witek, który kocha wszystkie zwierzęta a psy darzy szczególną miłością, trochę jak św. Franciszek. Około godziny 19-ej opuściliśmy to miejsce, odstępując go komarom, żeby wrócić na chwilę do domu państwa Nawratów i ostatecznie udać się w drogę powrotną. Moje i Witka ostatnie spotkanie z panem Nawratem odbyło się w czerwcu 2016 roku,  niestety już w całkiem innych okolicznościach, w szpitalu, gdzie czuwała przy nim dzień i noc jego żona Kasylda. Wtedy jeszcze wszyscy mieliśmy nadzieję, że wszystko będzie dobrze i że wróci do domu. Niestety już nie wrócił. Odszedł na zawsze w listopadzie tamtego roku. Nie będąc znawcą sztuki, zachwyciła mnie cała, jakże wysublimowana twórczość pana Alojzego Nawrata, artysty wszechstronnego, z ogromną pasją, kochającego miejsce, w którym żył i tworzył, ludzi, których spotkał na swojej drodze i muzykę, która mu towarzyszyła, jako nierozerwalna dziedzina sztuk pięknych, wpływająca na każdego człowieka, kto ją kocha poprzez swoje dźwięki. Pan Alojzy jako artysta był człowiekiem bardzo skromnym, nie dbającym o rozgłos. Być może ten swoisty nonkonformizm sprawił, że za jego życia nie powstały żadne opracowania ani nawet album dotyczący jakże bogatej jego twórczości. Dla mnie był i na zawsze pozostanie człowiekiem renesansu i Wielkim Człowiekiem, w pełni zasługującym na oba te określenia a jego żona Kasylda, nie ingerując w żadnym stopniu w twórczość męża, była i jest prawdziwym znawcą sztuk pięknych, ich miłośnikiem i nadzwyczaj kompetentnym ich krytykiem.

Hanna Łaskowska, Suwałki, 2018